Again

21 01 2012

To trochę jak piosenka, która ciągle krąży Ci po głowie. W środku dnia nagle potykasz się o kilka dźwięków i nie możesz przestać o niej myśleć, do póki nie przesłuchasz jej chociaż raz.

To trochę jak wspomnienie ulubionych wakacji, najlepszego lata Twojego życia, kiedy zbudowałeś wszystkie swoje nadzieje. Kiedy słońce ogrzewało Cię od stóp do głów i byłeś stuprocentowy tego co chcesz i tego, co będzie.

To trochę jak równomiernie kapiąca z nieszczelnego kranu woda. Uparcie, kropla po kropli, uderzenie po uderzeniu,  z każdą minutą słyszalne coraz dobitniej… I nagle już nie jesteś w stanie tego ignorować.

Zastanawiam się, czy już zawsze tak będzie. Czy mimo miliona argumentów na nie, zawsze będziemy wybaczać tym, których kochamy, chociaż nawet nie prosili o wybaczenie.

Zastanawiam się, czy tak to już jest w ludzkiej naturze, że im bardziej ignorujemy emocje, tym większe rosną i bardziej nas męczą. Im bardziej usiłujemy zapomnieć, tym bardziej wyostrzona staje się nasza pamięć.

Zastanawiam się, ile jeszcze zim i wiosen upłynie, zanim nasze postanowienia w końcu staną się realne. Zanim decyzje o przejęciu kontroli nad własnym życiem przestaną być tylko epizodem, a staną się codziennością. Filarem.

Nie wszystko w naszym życiu układa się tak, jak sobie zaplanujemy.
Nie nad wszystkim możemy mieć władzę.

Ale grunt, to wyciągać wnioski.

.

.

PS. Jeśli ktoś ma ochotę na starsze teksty, zawsze można poprosić. 

Każdy tekst zamieszczany na tym blogu jest mojego autorstwa [Karolina Łużniak]. Wszelkie prawa do tekstów są zastrzeżone, a kopiowanie zakazane.





Awesome

15 01 2012

Napadało dużo śniegu. Dużo dużo zimnego, zamarzającego śniegu. Na drogach jest bardzo bardzo, cholernie ślisko. Ale to nic, że lód pokonał Jettę, bo tatuś zapłacił i podarował winy.

Kupiłam ładne buty. Ładne, ŁADNE buty. Całkiem niedrogie i bardzo ładne – to korzyść. Ale to nic, że nie umiem w nich chodzić, bo mam czas na naukę do dwudziestego lutego.

Mama zmusiła mnie do kupna czapki. Tak, czapki. I tutaj nie znajduję żadnego „to nic”, bo w czapkach wyglądam jak niewydarzony plemnik bez witki. Przynajmniej będzie mi ciepło…. może. Kiedy mam ją na głowie siedząc w kuchni, faktycznie całkiem ciepło jest.

Siedzi mi ciągle na poddaszu psychiki coś jakby jakiś taki Strach. Jakiś taki upierdliwy mały Straszek, który wbija mi w ściany pazury i przeciąga nimi hałaśliwie w dół i ciągle przypomina o swoim istnieniu cichym narzekaniem. Mimo, że zupełnie nie wiem jak się go pozbyć, bo nawet nie wiem skąd pochodzi, żeby wykopać go tam z powrotem, to jakoś Dobry Humor panosząc się w salonie przyćmiewa te drapiące narzekania z poddasza, zagłusza je głośną muzyką i przyznam, że jest całkiem ok. Chociaż jeszcze sny upierdliwie mącą mi we łbie, tak że chwilami zastanawiam się ile jeszcze zdrowego rozsądku zostało mi w słoikach na spiżarnianych półkach, żeby je ignorować. I chociaż są na prawdę – serio – kompletnie nieznośne, bo ładują mi prosto w mózg strzały zalane trucizną przygnębiających rozmyślań, które atakują na całe 10 sekund po przebudzeniu, mimo to jest… FAJNIE.

Jest dobrze i nie zamierzam tego zmieniać, więc jeśli ktoś chciałby w lutym napisać mi, że wygrałam 30 tysięcy i staż w konkursie na reportaż, albo że do tego jeszcze dostanę kolejną premię i podwyżkę, to na prawdę, na prawdę się nie obrażę. Natomiast jeśli ktoś sądzi, że zepsuje mi wszystko, co sobie starannie w tym niespełna dwudziestoletnim mózgu przez ostatni czas wybudowałam, zdecydowanie radzę zaniechać misternych planów, bo wszelkie życiowe utrudnienia zamierzam umieszczać w najbardziej odizolowanym od świata miejscu.

Mam to w dupie.

 

PS. Jeśli ktoś ma ochotę na starsze teksty, zawsze można poprosić. 

Każdy tekst zamieszczany na tym blogu jest mojego autorstwa [Karolina Łużniak]. Wszelkie prawa do tekstów są zastrzeżone, a kopiowanie zakazane.

 





Happy whatever

2 01 2012

Nie było cudów. Mówiłam, że nie będzie cudów.

Było za to o dużo za dużo ciężkich upierdliwych myśli i ciążyły jak worek kamieni przywiązany do kostki. Uparcie ciągnęły w dół usilnie walcząc, żeby spieprzyć jeszcze ostatni dzień tego spieprzonego i tak roku. Prawie się udało.

Prawie się udało.

Co było? Była kupa strat, drastycznych zmian i zaczynania od nowa. Było coś, czego być nie powinno… z resztą prawie wszystkiego nie powinno być. Ale o ile mądrzejsi jesteśmy dziś i o ile bardziej odporni.
Odeszła Kasia, co tylko podkreśliło stratny charakter parszywej jedenastki, grubą, czarną krechą wszech obecnie rozlanej rozpaczy. I jedynym cudem, jaki w tym wszystkim dostrzegam to, że… to nareszcie koniec. Już po wszystkim.

Po wszystkim.

Teraz jesteśmy ludźmi, którzy kiedyś się znali, którzy kiedyś byli, a nasze historie przeplatając się cicho gdybają co MOGŁOBY być. Pewnie mogło wiele, ale widocznie ktoś ma na  nas trochę inny pomysł niż my sami i zanim pogodzimy się z całą perfidią tego parszywego scenariusza może minąć jeszcze kilka męczących dni. Cierpliwości.

Co teraz będzie? Więcej zysków niż strat. Gówniane lata nie przydarzają się w końcu dwa razy pod rząd.

Nie dwa razy pod rząd.

 

 

PS. Jeśli ktoś ma ochotę na starsze teksty, zawsze można poprosić. 

Każdy tekst zamieszczany na tym blogu jest mojego autorstwa [Karolina Łużniak]. Wszelkie prawa do tekstów są zastrzeżone, a kopiowanie zakazane.





Plagiatów dalszy ciąg…

20 11 2011

http://www.photoblog.pl/promiseitalottoo/98262582/co-bedzie-dalej.html

Kolejna promotorka publikowania nie swoich tekstów ze swoim podpisem. Nieco sprytniejsza od poprzedniczek, bo zdarza jej się nawet zmieniać formę zdań, co nie zmienia faktu, że na 20 wpisów 9 jest moich. Powinszować samodzielności.

Od teraz blog będzie prowadzony gdzie indziej, na domenie, więc każdy plagiat będzie odpowiadał przed czymś większym, niż tylko administratorem, radzę to dobrze przemyśleć. Niedługo zamieszczę tu notkę z linkiem dla zainteresowanych.

Dzięki kolejnej osobie za znalezienie tego stworzenia i przesłanie mi linków.





Plagiarism

16 11 2011

Doszło do skrajnego momentu, którego zawsze się bałam, kiedy ktoś – i to nie jedna osoba – postanowił kraść moje teksty.

Dziękuję życzliwej osobie, która mnie o tym poinformowała, mam nadzieję, że każdy z Was, jeśli natrafi na coś podobnego, też da mi znać.

Ten blog to dla mnie bardzo wiele, ogromną radość sprawia mi możliwość obserwowania wzrostu czytelności i czytania komentarzy, jednak jeśli nie będę w stanie uzgodnic z wordpressem jakiegoś przepisu, który ochroni moje prawa autorskie i nada temu formę prawną, będę musiała przestac tu pisac.

W komentarzu do poprzedniej notki są linki blogów złodziei. Jedna z dziewczyn ukradła aż SIEDEM tekstów, co stanowi znaczącą większość jej wszystkich wpisów. Druga na razie dwa.

 

 

EDIT 22:22

Teksty zostały usunięte. Nie wiem, czy poskutkowały moje wiadomości do dziewczyn, czy interwencja administratorów. Mam tylko nadzieję, że podobnej sytuacji więcej nie uświadczę, co jest chyba dość naiwnym życzeniem, ale cóż. W każdym razie, następnym razem nie będzie już tak miło. Dziękuję raz jeszcze wszystkim, którzy w jakiś sposób pomogli.





Zabezpieczony: Don’t forget what you have.

12 11 2011

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić swoje hasło poniżej:






Zabezpieczony: And you want it again

7 11 2011

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić swoje hasło poniżej:






Zabezpieczony: From the end to the beginning

20 10 2011

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić swoje hasło poniżej:






Zabezpieczony: Bring me back down

3 10 2011

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić swoje hasło poniżej:






Zabezpieczony: Think!

10 09 2011

Ten wpis jest zabezpieczony hasłem. Aby go zobaczyć, proszę wprowadzić swoje hasło poniżej:









Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.