W Ameryce mają taką grę – Bullshit. Nie pamiętam na czym ona dokładnie polega, w każdym razie jeden z graczy coś mówi i jeśli inny odkryje, że ten kłamie, krzyczy “BULLSHIT!” Czyli zwykłe ‘gówno prawda’. I jak tak na to wszystko patrzę, to chyba cały czas gram w tę grę i właściwie nie wiem po co się wysilam w robienie czegokolwiek, wystarczyłoby nagrać i odtworzyć, wciskając replay jedno słowo: BULLSHIT.
Wszystkie wartości, obietnice, zobowiązania.. GÓWNO PRAWDA. Dobra, może z wyjątkiem mojego związku, bo o dziwo pierwszy raz w życiu coś idzie tak, jak powinno – i chwała Bogu, oby tak dalej. Ale cała reszta? To jedno, wielkie kłamstwo. WSZYSCY kłamią. Oczywiście, że ja nie jestem święta. Tak, też zdarza mi się kłamać, ale znaczenie ma to, w jakiej sprawie się kłamie. Bo wydaje mi się, że okłamywanie przyjaciół, na zasadzie wpajania im swojej wierności, a potem zdradzania ich, jest OGROMNYM GÓWNEM. Nie wartym uwagi. Tylko jakoś, cholera, nie jestem w stanie odwrócić od tego swojej uwagi, bo to jest na prawdę frustrujące. ZBYT frustrujące, żeby być dojrzałym i być ponad tym.
‘Nie zrobiłabym tego, bo za wiele przyjaciółek już straciłam, żeby znowu ryzykować. I to tak bez powodu”
? BULLSHIT
EDIT:
Dużo się dzisiaj nauczyłam. Na przykład zrozumiałam prawdziwą istotę zdrady. A raczej kwestię jej nieprzebaczalności. Zawsze brałam to pod uwagę jako wyskok, w miłości czy przyjaźni, który przecież można by wybaczyć, zapomnieć i przejść nad tym do porządku dziennego. W końcu ludzie popełniają błędy. Natomiast dzisiaj doszło coś jeszcze. Zdrada to nie jest tylko sam czyn. To jest roześmianie się komuś w twarz, poniżenie go, pokazanie, że nic dla nas nie znaczy. To złamanie obietnicy, zdeptanie zaufania, kpina. Ktoś, zdradzając cię, pokazuje ci, że ma cię za frajera, że udało mu się ciebie wykiwać, oszukać, że jest górą, a ty dnem. To dlatego niewielu z nas potrafi wybaczyć zdradę. Bo trudno wybaczyć komuś, że skrajnie nas poniżył i wykpił.
Życie to gówno prawda. Przyjaciele i tego typu rzeczy – to w ogóle nie istnieje. Są BLISCY, są osoby GODNE zaufania, ok. Ale nic poza tym. Ludzie wymyślili sobie przyjaciół, żeby mieć nad czym płakać, jak przyjaciel da dupy. Przecież oni to tylko zwykli ludzie, są kłamliwi i słabi jak wszyscy, a my kładąc na nich słowo “przyjaciel” żądamy nadludzkiej wierności i szczerości, której uzyskanie jest po prostu w realnym świecie niemożliwe. To masochizm. Równie dobrze gwiazda mogłaby nazwać paparazzi swoim przyjacielem i poprosić o zrobienie jej nago zdjęcia, ale nie publikowanie go w gazecie, żeby następnego dnia móc sobie popłakać nad okładką brukowca, że została zdradzona. To wszystko to iluzja.