Nie było cudów. Mówiłam, że nie będzie cudów.
Było za to o dużo za dużo ciężkich upierdliwych myśli i ciążyły jak worek kamieni przywiązany do kostki. Uparcie ciągnęły w dół usilnie walcząc, żeby spieprzyć jeszcze ostatni dzień tego spieprzonego i tak roku. Prawie się udało.
Prawie się udało.
Co było? Była kupa strat, drastycznych zmian i zaczynania od nowa. Było coś, czego być nie powinno… z resztą prawie wszystkiego nie powinno być. Ale o ile mądrzejsi jesteśmy dziś i o ile bardziej odporni.
Odeszła Kasia, co tylko podkreśliło stratny charakter parszywej jedenastki, grubą, czarną krechą wszech obecnie rozlanej rozpaczy. I jedynym cudem, jaki w tym wszystkim dostrzegam to, że… to nareszcie koniec. Już po wszystkim.
Po wszystkim.
Teraz jesteśmy ludźmi, którzy kiedyś się znali, którzy kiedyś byli, a nasze historie przeplatając się cicho gdybają co MOGŁOBY być. Pewnie mogło wiele, ale widocznie ktoś ma na nas trochę inny pomysł niż my sami i zanim pogodzimy się z całą perfidią tego parszywego scenariusza może minąć jeszcze kilka męczących dni. Cierpliwości.
Co teraz będzie? Więcej zysków niż strat. Gówniane lata nie przydarzają się w końcu dwa razy pod rząd.
Nie dwa razy pod rząd.
PS. Jeśli ktoś ma ochotę na starsze teksty, zawsze można poprosić.
Każdy tekst zamieszczany na tym blogu jest mojego autorstwa [Karolina Łużniak]. Wszelkie prawa do tekstów są zastrzeżone, a kopiowanie zakazane.
nawet nie mam siły podsumowywać tego roku.
ten rok został cholernie nakreślony tą stratą, zmianami, ale.. czy można mówic, że był najgorszy? zdaliśmy matury, poszliśmy na studia, jako tako się usamodzielniliśmy.. i ruda, co najważniejsze, w niektórych kwestiach przejrzeliśmy na oczy. bo lepiej powiedziec, że ten rok był beznadziejny. ale z drugiej strony.. nie lepiej dowiedziec się czegoś wcześniej niż później? nie lepiej przejechac się na ludziach teraz, nizeli potem? im więcej tracimy czasu, tym bardziej cierpimy, więc podsumowując ten rok.. oczyścił nas z wielu spraw, uwolnił. gdyby nie przeklęty 2011, nie można by teraz patrzec z nadzieją na 2012.
p.s. będzie lepiej. bo musi. pozdrawiam.